O nieudolnej próbie wyłudzenia pięniędzy czyli o Miriale i Intrum Justita.
Intrum Justita to szwedzka firma windykacyjna, która jak się okazuje stosuje ciekawe metody do wyłudzania pieniędzy od biednych i nieświadomych ludzi (czyli np. od nas ;) ). Jakieś dwa tygodnie temu, Magda dostała pismo z firmy Intrum z nagłówkiem “Szansa na spłatę zadłużenia”. Po pierwsze – nigdy Magda długów nie miała, po drugie – jaka “szansa”? Czy tak pisma tytułuje poważna firma? Przeczytałyśmy list. Okazało się, że Magda NIBY cztery lata temu, w 2005 roku, zamówiła bielizne od firmy Deagostini Atlas o łącznej kwocie 94zł bodajże i tej kwoty nie zapłaciła. Po ponownym przeczytaniu pisma okazało się, że podpis pani kierowniczki jest skserowany, a tego także się w takich pismach nie robi. Wszystko to wydało nam się podejrzane.
Po kilku dniach, do naszej znajomej zadzwoniła przedstawicielka z firmy Intrum, twierdząc, że numer naszej znajomej został podany jako numer kontaktowy w 2005 roku. A to ci dopiero jest śmieszne, gdyż numer zakupiony przez naszą znajomą został w roku 2006 :) Jednak wtedy nie było nam jeszcze do śmiechu. Dziś ponownie znajoma do nas zatelefonowała i opowiedziała jak to pani obsługująca nakrzyczała na nią, iż nie powiedziała nam o sprawie. Porządnie się wnerwiłyśmy, odpaliłyśmy Internet i to co zobaczyłyśmy wprawiło nas w osłupienie. Ludzi oszukanych przez firmę Miriale (wysyłają oni paczki do ludzi na ich adres korespondencyjny i nieważne czy ktoś ta paczkę weźmie i zapłaci, bądź nie zapłaci, czy ją odeśle – i tak będzie musiał płacić) oraz Intrum jest cała masa:
Raz :
Szukam ludzi którzy zostali oszukani przez firmę De Agostini Atlas.
Firma ta próbuje wyłudzic ode mnie bez podstawnie pieniadze za
nieotrzymana przesylkę.
Dwa:
Witam.Jestem jedną z osób od których firma De Agostini Atlas chce
wyłudzić pieniądze.Sprawa ciągnie się od 2002 roku.Zamówiłam karty z
motorami za ok 7 zł, oczywiście zapłaciłam, następnie pokusiło mnie
aby do tych kart zamówić skoroszyt za ok 16 zł, oczywiście
zapłaciłam. NIC WIĘCEJ NIE ZAMÓWIŁAM .Potem zaczął się koszmar oni
przysyłali, ja odsyłałam, a przez następne 2 lata przysyłali
ponaglenia że mam zapłcić za wszystkie ich przesyłki(118 zł).Udałam
się do Rzecznika Spraw Konsumenta.Rzecznik mnie uspokoił. Teraz po 4
latch znów się zaczyna firma windykacyjna straszy mnie sądem.
Najgorsze jest to że jeszcze pół roku temu miałam wszystkie kwity,
reklamówki,pisma,dowody wpłaty, potwierdzenia polecone którymi
odsyłałam niezamówiony towar. Myślałam że jest po sprawie i wszystko
wyrzuciłam. Koszmar wrócił.
Trzy:
Mialam identyczna sytuacje z tymi telefonami. Zdenerwowalam sie i zadzwonilam
tam. Od samego poczatku nagrywalam rozmowe z Panem ktory odebral. Kiedy
poinformowalam go o tym fakcie powiedzial zebym wyslala faxem do nich moje
oswiadczenie ze nigdy żadnej przesylki nie odebralam. Zrobilam wiec tak i jak
narazie mam spokoj od 4 miesiecy. Ale jakby co to ja tego nie podaruje bo nie ja
jestem oszstka tylko ONI.
Cztery:
O, to jest nas sporo! Zamówiłam, przyjmowałam i opłacałam kolejne
karty, ale w końcu postanowiłam zrezygnować i taką pisemną
rezygnację wysłałam. Przyszły kolejne karty, opłaciłam i jeszcze raz
wysłałam pisemną rezygnację, inwestując w kolejne znaczki pocztowe.
Przyszła kolejna przesyłka, zostawiłam w skrzynce, nie mam pojęcia,
czy i co listonosz z nią zrobił. Potem kolejna i jeszcze jedna. Też
mnie nie interesowały. Potem cisza, aż w końcu kategoryczne w tonie
żądanie zapłaty. Olałam, jako i oni mnie olewali. Kolejne wezwanie.
Ja nic, spokojnie. Przez pewien czas panowała cisza, a potem zaczęły
się telefony – najpierw chyba z tej firmy, potem jakiegoś
niegrzecznego i próbującego mi grozić prawnika z Wrocławia. A ja
miałam tylko do powiedzenia, że nie zamierzam płacić i dlaczego.
Spokojnie. Panu prawnikowi puszczały nerwy, nawet zaczął na mnie
krzyczeć, ale ja też potrafię. Potem zrezygnowałam z telefonu
stacjonarnego, więc próbowali straszyć pisemnie, coś o firmie
windykacyjnej też pisali. Nie zapłaciłam i nie zapłacę. A co do
jakichś tam papierów, to oni muszą udowodnić, że adresat dostał i
przyjął przesyłkę.
Można tak w nieskończoność. Wpieniłyśmy się nieźle, postanowiłyśmy więc zadzwonić do biura obsługi klienta. Dodzwoniłyśmy się, słyszymy muzykę klasyczną – ukulturalniają klientów, aby potem ich zgnoić. Wciskamy jedynkę, jeszcze raz jedynkę no i odzywa się człowiek. A dokładniej pani. Omawiam jej całą sytuację, mówię, że nie życze sobie aby dzwonili do moich znajomych, mówię o skserowanym podpisie i ”szansie”, myśląc, że efektywnie się produkuje, a tu bach! Nagle pani, oznajmia mi, że to nie ten dział i musi mnie przełączyć i tam mam wszystko opowiedzieć. Ok, przełącza mnie, odzywa się następna pani, prosi o podanie numeru sprawy, więc jej cierpliwie (jeszcze) podaję, po czym słyszę, że ona musi mnie przełączyć bo to nie ten dział. Pytam jej się grzecznie : ile razy będę jeszcze przełączana? No i bach, rzuciła słuchawką :) Jaka kultura. Zadzwoniłam jeszcze raz, nie tak spokojnie już, z pianą na ustach czekając na połączenie i przełączenie. Jak już się dodzwoniłam to mówię konsultantce jak to wygląda, zaczynając od skserowanego podpisu, a ona z rykiem na mnie, co ja mogę wiedzieć. Wkurzyła mnie doszczętnie i tak się przekrzykiwałyśmy przez jakieś piętnaście minut, cały czas powtarzając mi, że się nie znam, jednocześnie przyznała, ze rzeczywiście dzwonili dwa razy do znajomej, bo rzeomo podany został ten numer jako kontaktowy i znowu ryk. No to teraz ja bachnęłam słuchawką. Po pięciu minutach oprzytomniałam, zadzwoniłam jeszcze raz, połączono mnie, przełączono dwa razy i zaczęłam rozmawiać z bardziej kulturalną panią (do czasu jak się okazało). Powiedziałam, że nie życzę sobie, aby dzwonili do znajomych, przy czym pani stwierdziła, że oni przecież nie dzwonili bo nic nie mają odnotowane. No tak, to ja mam schizofrenię. Zapytałam ją czy może mi przedstawić jakieś dowody zakupu biustonosza, jakieś podpisy, cokolwiek świądczącego o zakupie, po czym dostałam odpowiedź, że nie dostanę, bo się za późno ta sprawą zainteresowałam!
Po tej rozmowie już zaczęło mi pierdolić, czy będą przychodzić jakieś pisma czy nie. Wiem tylko tyle, że jeśli znajdziemy takie pismo w skrzynce to na pewno wyląduje ono w koszu.
Dla zainteresowanych sprawą :
1. jak postępować z Intrum
2. O próbie wyłudzenia
3. Metody stosowane przez Intrum
4. O bieliźnie Miriale
miałem z nimi “przyjemność” a ze 3-4 lata temu. Zamawiałem prenumeratę z jakiegoś tam wydawnictwa, aż w końcu postanowiłem zrezygnować. Wysłałem pisemną rezygnację jak sobie kazali i kropka. Jednak owe wydawnictwo nadal wysyłało do mnie paczki – tych jednak nie przyjmowałem.
Po kilku miesiącach wydawnictwo przysłało mi wezwanie do zapłaty za przesyłki, których nie opłaciłem (chodziło o te, których po rezygnacji nie odebrałem). Olałem to.
Po jakimś czasie (2-3 miechy) dostałem liścik od Intrum Justita wzywający do urgulowania należności. Olałem to. Po jakimś czasie drugi lis od IJ. Olałem. W końcu wezwanie przedsądowe – olałem. A później pismo o umorzeniu długu przez Wydawnictwo.
Nie tak dawno (coś ponad miesiąc temu) znowu dostałem przesyłkę od tego samego wydawnictwa. Tym razem nie były to materiały edukacyjne, a pięknie oprawiona, darmowa płyta z muzyką klasyczną i zachęta do kolekcjonowania pełnej serii. Tym razem nie dałem się wciągnąć na tę cała karuzelę :)